MENU

  • Sebastian Krok - plakat wystawy

Wystawy

WUNDERTEAM

11 marca - 30 kwietnia 2006


Wunderteam (Wojciech Duda, Włodzimierz Filipek, Rafał Jakubowicz, Maciej Kurak)

Grupa Wunderteam istnieje od 2002 roku. Pierwsze wspólne wystąpienie miało miejsce podczas FESTIWALU SZTUKI PRECEDENS_02 w Zielonej Górze. W latach 2002-2004 Wunderteam współtworzyli: Wojciech Duda, Rafał Jakubowicz oraz Paweł Kaszczyński. W 2004 roku doszedł Maciej Kurak, a w 2005 roku Włodzimierz Filipek. Paweł Kaszczyński odszedł z grupy. Począwszy od 2005 roku grupa działała w składzie: Wojciech Duda, Włodzimierz Filipek, Rafał Jakubowicz, Maciej Kurak. W listopadzie 2005 roku zmarł Włodzimierz Filipek.

Wunderteam realizuje wspólne wystawy, akcje, interwencje
w przestrzeni publicznej oraz filmy video. Grupa nie posiada programu. Nie istnieje także rozpoznawalna „stylistyka grupy”. Wunderteam posługuje się rożnego rodzaju środkami wyrazu. Wystawy Wunderteam nie są prezentacją prac poszczególnych autorów – członków grupy, ale wypowiedziami całościowymi.

Ekspozycja pt. WŁODKOWI to pokaz wspólnych projektów artystów: filmów Przyczepa, Wystawa przyjazna dzieciom / Wystawa nieprzyjazna dzieciom oraz Die Deutsche Stunde, a także projekcja zdjęć i filmów Włodka Filipka.

Wystawa ta miała przybrać inną formułę. Nie zdążyliśmy wspólnie ustalić terminu wernisażu. Włodek Filipek zmarł nagle na zawał, 23 listopada 2005. Postanowiliśmy zaprezentować te projekty, które zrealizowaliśmy wspólnie z Włodkiem oraz kilka jego filmów.
Wojciech Duda, Rafał Jakubowicz, Maciej Kurak
 

15 lat temu Włodek Filipek podarował mi książkę. W dedykacji napisał, że była książką jego dzieciństwa, ale potem nigdy już do niej nie zajrzał. Myślę jednak, że książkę tę odczytywał wciąż na nowo do ostatniej sekundy swojego życia.
Był najbardziej "prawdziwym" człowiekiem, jakiego poznałam. Nie udawał kogoś, kim nie jest. Żył tak jak dyktowało mu Serce. Często pod prąd. Kiedy inni milczeli - mówił. Kiedy uważał, że coś trzeba zrobić - działał. Czasami był w tym osamotniony, ale nie przypominam sobie, by kiedykolwiek zachował się koniunkturalnie. Mówił to, co myślał i nie trzeba było szukać w jego słowach drugiego dna. Miał odwagę i potrafił nazywać rzeczy po imieniu. Miał silny, wewnętrzny kompas.
Na ludzi też patrzył Sercem, więc widział ich dobrze. Widział wyłącznie to, kim naprawdę są - to, co posiadają, w ogóle go nie interesowało. Nie trwonił swojej energii na rzeczy powierzchowne. A przecież energią tryskał.
Był człowiekiem żarliwym, gorącym - nigdy letnim. Ta wewnętrzna temperatura nie ułatwiała mu życia. Nie umiał iść na układy, bawić się w dyplomację, popadał w konflikty, bo drażniła go głupota i małostkowość. Nie mógł znieść, gdy komuś działa się krzywda. Angażował się po stronie słabszych i pozostających w mniejszości. I cokolwiek robił - robił to całym sobą, wkładał w to całe Serce. Są ludzie, tacy jak ja, którzy wiele mu zawdzięczają w drobnych sprawach codziennego życia. Są i tacy, którzy niejedno mu zawdzięczają w sprawach wielkich.
Długo szukał swojego miejsca i były to poszukiwania burzliwe. Ale w nich nie ustawał. Wciąż się nad sobą zastanawiał i nad sobą pracował. Pragnął zmieniać się na lepsze i porządkować swój wewnętrzny świat. Mam wrażenie, że w ostatnich latach to miejsce znalazł. I w jego życiu zagościł większy spokój.
Obcowanie z Włodkiem było dla mnie źródłem nieustającej inspiracji - osobistej, zawodowej i społecznej.
Wielogodzinne rozmowy, nigdy nudne. Rozmowy zawsze "o czymś". On tak szybko i tak nieschematycznie myślał! I nie trzeba było kończyć zdania, bo w lot wypowiedzianą myśl chwytał. I niczego tłumaczyć - bo rozumiał. I tak chętnie wszystkim się dzielił - ogromną wiedzą, czasem, słowem i słuchaniem. Nieraz myślę, że więcej dawał światu, niż od niego dostawał.
Tak, Włodek swojego Serca nie oszczędzał. I w nocy z 22 na 23 listopada to przepracowane serce nagle się zatrzymało...
Włodek umarł z Miłości do Życia.
Czuję ogromny, ogromny żal, że już go tu nie zobaczę. Ale od tego czasu jeszcze większa jest wdzięczność za nasze spotkanie - Włodek wniósł w moje życie tak wiele, że przede wszystkim chcę powiedzieć "dziękuję".
Książka, którą przed laty dostałam w prezencie, leży na stole obok mnie: Edward de Amicis "Serce".

Paulina Suszka
 

fot. Z. Sejwa

fot. Z. Sejwa

fot. Z. Sejwa

fot. Z. Sejwa

fot. Z. Sejwa

fot. Z. Sejwa

fot. Z. Sejwa

wróć