MENU

  • Plakat wystawy "Solidarność in progress"

Wystawy

ZBIGNIEW SEJWA - FOTOINSTALACJA

Mała Galeria BWA – GTF
 
WRZESIEŃ
 
„RELIKWIARZ”
 
Zbigniew Sejwa jest absolwentem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze i Wyższego Studium Fotografii w Warszawie. Fotografuje i wystawia od 20 lat, należy do Związku Polskich Artystów Fotografików. Wystawa Zbigniewa Sejwy to zebrane fotograficzne portrety znanych i nieznanych ludzi. Artysta umieścił je w laboratoryjnych słojach. Każdy z nich opatrzył napisem: „homo sapiens” i uczynił swojego rodzaju pomnikiem pamięci.
 
W Małej Galerii na postumentach stoją słoje, słoiczki, menzurki, probówki lub graniaste naczynia, wszystkie wypełnione wodą, przykryte i jeszcze oklejone taśmą. Jak słoje z formaliną, w których trzymane są preparaty biologiczne. Tyle, że zamiast tychże preparatów, Sejwa poumieszczał tam zdjęcia. Niesamowite wrażenie wywierały zatopione w słoikach, trochę zdeformowane przez optykę wody, twarze nasze lub naszych znajomych. Niezła kolekcja – z jednej strony okropna poprzez skojarzenia biologiczne, bowiem Zbyszek każdy słoik opatrzył napisem: HOMO SAPIENS, płeć oznakowawszy kodem genetycznym: kółko – strzałka na godzinie szóstej lub gdy samiec na 1-szej, z drugiej strony fantastyczna, bo otwierająca drzwi do rozlicznych interpretacji. Co prawda artysta tytułem wystawy „RELIKWIARZ” chciał skierować uwagę oglądających w stronę sakralizacji, opatrując eksponaty, jak relikwie stosownym certyfikatem poświadczającym ich autentyczność. Stworzył ze zdjęć, które same w sobie są pamiątką, relikwiarz, w którym te pamiątki umieścił, by nagle nabrały nowego, kreowanego przez artystę życia. Wszak każdy z nas robi „na pamiątkę” masę zdjęć, do których potem lata całe nie zagląda, a one tracą barwę, bledną lub czernieją, sklejają się itd. W słoikach te ich żywot jest krótki. Woda rozmoczy emulsję, obraz spłynie, rozwarstwi się papier. Memento mori. To dodatkowy walor wystawy: kinetyka materii, z której zbudowano tę fotoinstalację; Ireneusz Krzysztof Szmidt, Arsenał Gorzowski, październik ’98 r. 
 
 
 
 


wróć