MENU

  • Rusicka Lecnim - plakat wystawy

  • Dawid Szafrański - plakat wystawy

Wystawy

WŁODZIMIERA KOLK-TOPCZEWSKA

GRUDZIEŃ

Galeria BWA

Włodzimiera Kolk-Topczewska urodzila sie w roku 1942. Jest absolwentką wydzialu malarstwa, grafiki i rzezby Akademii Sztuk Pieknych w Poznaniu (1968).

Pewne aspekty malarstwa Włodzimiery Kolk- Topczewskiej przywodzą na myśl etnograficzne filmy rejestrujące bogactwo obrzędowości ludów pierwotnych: nieduzi wzrostem mężczyźni fryzują się pieczołowicie i dekorują. We włosy wplatają bajecznie kolorowe fetysze, malują twarze i ciała w magiczne znaki, przywdziewają bransolety, wisiorki i pyszne sznury muszli czy innych błyskotek, które czynią hałas wraz z ruchami ciała. Mają odstraszyć przeciwnika, pokazać odwagę nawet wtedy, gdy jej właściwie nie ma. Mają ukryć niepokój czy nawet słabość. Podobne funkcje w malarstwie Włodzimiery Kolk pełni kolor obrazów – pozbawiony nuty osobistej, wyrazisty, i zdaje się, nieprawdziwy. Rzecz można: technikolor dawnych filmów. Innym środkiem wyrazu jest pasterowość formy przedstawień.
Formalne związki z fotografią i z filmem noszą sposoby kadrowania stosowane w obrazach, szczególnie ukazywanie postaci w „amerykańskim planie”, który w filmie służył przybliżeniu postaci oczom widza, a zatem wzmaganiu dramaturgii. Tutaj, w obrazach, przybliżenie jest zaledwie pozorne, bo twarze pokazywanych postaci są przysłonięte – w ich miejsce wprowadzone są rozmaite atrybuty – albo wyrzucone poza „kadr” obrazu.
Malarstwo to jest ciekawą krzyżówką hiper i surrealizmu. Oba kierunki cechuje swoista bezosobowość. Wprawdzie na obrazach wybranych do wystawy w BWA zdarza się, że autorka umieszcza swoje wizerunki – są to jedyne bodaj figury z odkrytymi twarzami – ale jest to pozorowanie obecności: oczy są dalekie i nieobecne, bezwzględnie zamykają wstęp do „duszy”. Postaci te są tak zewnętrzne jak obrzędowo wystrojeni wojownicy.
Obrazy Włodzimiery Kolk cechuje, mimo pozorów żywiołowej barwności, steatralizowanie, statyczna plakatowość i graficzność. Obrazy te nie przyciągają do siebie. Są tak wyraziste jak plakaty, przeznaczone z definicji do oglądania w marszu czy wręcz z jadącego samochodu. Ja też oglądam je jak przechodzień, ze środka sali. Natomiast bliski kontakt z każdym z obrazów oddzielnie, odkrywa walor szczegółu – jego rzeźbiarską wręcz mięsistość. Taki sposób budowania obrazu wskazuje, że autorka „chowa się” w tym, co z oddali niedostrzegalne. Dla wszystkich jest poprawna, dla wybranych odkrywa emocje swojej natury malarskiej; Ziemia Gorzowska 52-52, 18.12.1997 r.
 
 








wróć