Otwarcie 6.03.2026, godz. 18:00
Wystawa czynna do 12.04.2026
Kurator: Gustaw Nawrocki
W 1920 roku Paul Klee tworzy obraz, którego znaczenie wykroczyło daleko poza pole historii sztuki. Angelus Novus nie wyróżnia się ani formalnym rozmachem, ani szczególną techniczną wirtuozerią. O jego znaczeniu przesądziła interpretacja Waltera Benjamina, która stała się jedną z najbardziej wpływowych interpretacji dzieła sztuki XX wieku. Wedle niej Angelus jest aniołem historii spoglądającym w przeszłość; widzi w niej „wieczną katastrofę, która nieprzerwanie mnoży piętrzące się ruiny i ciska mu je pod stopy”. Dla Benjamina historia jest polem napięć i ruin: gruzowiskiem, o które teraźniejszość co rusz się potyka.
Nie potrafię uwolnić się od poczucia istnienia realnego i głębokiego związku między Angelusem a obrazem Motyle Jakuba Woźnicy – i nie ma tu znaczenia, czy jest on efektem świadomej inspiracji czy dziełem zupełnego przypadku. Odwoływanie się w tekście towarzyszącym wystawie do dzieła o tak kultowym statusie jak Angelus Novus może zakrawać na banał i budzić zarzut o pójście drogą na skróty. Trudno jednak zignorować fakt, że w dziele Woźnicy pojawia się postać wyraźnie zbliżona do tej z obrazu Klee — związek ten, choć posiada wymiar formalny, wykracza poza samą kwestię formy. Figura z obrazu Woźnicy nie należy do porządku rzeczywistości rozpoznawalnej i stabilnej. Sprawia wrażenie, podobnie jak sam Angelus, ledwie zaznaczonej — narysowanej nieporadnie i oszczędnie. Jej usta wykrzywia grymas układający się falująco w niepewny uśmiech. Linia, którą została nakreślona, jest chwiejna i niepewna; przypomina gest dziecka, jak gdyby ręka rysująca nie ufała ani sobie, ani temu, co ma zostać przedstawione.
Przy pierwszym spojrzeniu na obraz Woźnicy uwagę przykuwa jednak przede wszystkim wybuch — erupcja rozżarzonych oranży, żółci i czerwieni. Nie mamy wątpliwości, że przedstawiona scena dotyczy sytuacji nagłej i nieodwracalnej. Na tym tle pojawia się niewinna figura, rażąco nieprzystająca do skali dramatyzmu. Nad jej głową unoszą się dwa tytułowe motyle — albo dwa skrzydła, wyglądające jakby były oderwane od ciała w efekcie eksplozji. Postać wydaje się wklejona w obraz, obca wobec realistycznego przedstawienia ognistej masy. To napięcie między płaskością figury a przestrzennym tłem stanowi kluczowy sens pracy.
Kontekst katastrofy stanowi wspólny horyzont obrazów Woźnicy i Klee, choć u każdego z nich przybiera odmienną postać. U Klee katastrofa pozostaje w sferze domysłu i metafory; u Woźnicy staje się namacalna, niemal fizyczna. Katastrofa, o której pisze Benjamin, nie jest pojedynczym wydarzeniem, nagłym wypadkiem ani momentem załamania historii; jest samą formą dziejów, ich normalnym trybem trwania. Historia natomiast nie płynie: ona wybucha w konkretnych momentach, gdy teraźniejszość rozpoznaje w przeszłości coś własnego. Angelus
Novus sprawia wrażenie, jakby próbował oddalić się od tego, w czym utkwiło jego bierne spojrzenie. U Woźnicy postać oddalić się nie może — zostaje ulokowana w samym epicentrum dramatu, całkowicie poddana jego sile.
Woźnica deklaruje, że inspiracją dla jego prac są między innymi sceny z rozpętanej przez Rosję wojny w Ukrainie — a dokładniej: ich medialne reprezentacje. Jego malarstwo nie próbuje tej wojny dokumentować. Raczej przeciwstawia się zobojętnieniu spojrzenia, które pojawia się wraz z nadmiarem obrazów krążących w obiegu medialnym. Przypomina o tragedii, ukazując ją jako katastrofę powracającą w swojej najbrutalniejszej, dobrze już znanej formie.
W tym sensie można je traktować jako obrazy widm przeszłości, dotkliwie obecne w teraźniejszości. Widzimy bowiem współczesną wojnę w jej najbardziej konwencjonalnej formie, którą kojarzymy z kart podręczników historii; wraz z nią powracają imperialne fantazmaty i kolonialne logiki przemocy, które nigdy w istocie nie zostały przezwyciężone.
Istotnym punktem odniesienia są tu również obrazy fałszywe: generowane przy użyciu narzędzi sztucznej inteligencji, imitujące prawdziwe wydarzenia i funkcjonujące na tych samych prawach, co obrazy dokumentalne. W pracach Woźnicy pojawiają się dosłownie, przeniesione z przestrzeni medialnej i Internetu na powierzchnie obrazów i obiektów. Wytwarzają stan poznawczej aporii, w którym rozróżnienie między świadectwem a symulacją ulega zatarciu. Malarstwo Woźnicy dotyka w ten sposób nie tyle samego wydarzenia, ile kryzysu widzenia – momentu, w którym obraz przestaje być gwarantem prawdy.
W obrazach malarza poza wspomnianymi motylami, pojawiają się także inne bajkowe i magiczne istoty: wróżki, węże, żółte słonie, hydry, pterodaktyle. Ich źródłem są autentyczne dziecięce rysunki, wydobywane z domowego archiwum. Paradoks ich obecności na tle ruin, detonacji i katastroficznego chaosu, nie polega wyłącznie na ich stylistycznym niedopasowaniu. Spotkanie dwóch wizualnych porządków: realistycznego i nierealistycznego jest jednocześnie spotkaniem dwóch porządków doświadczenia, na styku którego ujawnia się zasadniczy konflikt — między niewinnością a przemocą, wyobraźnią a realnością, pamięcią a teraźniejszością.
Choć prace Woźnicy dotykają sytuacji skrajnie dramatycznych, artysta unika zbędnego patosu. Przeciwnie, obecny jest w nich dyskretny humor, wydobywający absurd rozpadającej się rzeczywistości.
Postacie z dziecięcych rysunków działają jak pęknięcia w reprezentacji. Rozbijają oczywistość widzenia i odsłaniają napięcia między widzialnym i niewidzialnym, czytelnym i wymykającym się rozumieniu. To rozdarcie staje się warunkiem sensu — obraz działa właśnie dlatego, że nie daje się całkowicie uchwycić. Wojna, trauma, doświadczenie życia i perspektywa dziecięcego spojrzenia splatają się w nim w sposób nierozerwalny.
Dosłownym rozwinięciem idei tego swoistego „obrazu-rozdarcia” jest cykl Woźnicy zatytułowany Walka o widoczność. Składają się na niego prace powstałe na skutek zdzierania nakładanych uprzednio na powierzchnię obrazu warstw papieru. Pojawiają się tu ponownie fantastyczne stworzenia. Ich tytułowa walka o widoczność staje się metaforą walki obrazów o uwagę, o sens, o prawo do istnienia w świecie zdominowanym przez nadprodukcję informacji.
Malarstwo Woźnicy nie proponuje ani bezpiecznego dystansu, ani estetycznego azylu; stawia widza w sytuacji rozdarcia, w którym spojrzenie nie może pozostać niewinne. Być może właśnie w tym punkcie obrazy Woźnicy spotykają się z aniołem Klee najbliżej. Nie poprzez podobieństwo figur, lecz w zbieżności motywu patrzenia — w spojrzeniu, które nie potrafi się odwrócić, choć wie, że to, co widzi, jest trudne do zniesienia. Ciągle otwarte oko staje się bezbronne i wysycha. Mimo to Woźnica stawia sobie zadanie, by w świecie nadprodukcji obrazów nadal patrzeć i widzieć.
Obrazy Jakuba Woźnicy nie oferują ukojenia. Pozostawiają nas w miejscu, w którym historia jeszcze się nie domknęła, a teraźniejszość wciąż drży od jej ciężaru.
Radek Szlęzak
JAKUB WOŹNICA (ur. 2001)
Mieszka i tworzy w Krakowie. Obecnie student V roku malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W swojej praktyce artystycznej łączy różne media, takie jak malarstwo, rysunek i fotografia. Inspiruje go język wizualny sztuki dziecięcej oraz szeroko rozumiana przestrzeń medialna. Posługując się strategią montażową, łączy motywy pochodzące z różnych porządków wizualnych, jednocześnie wplatając w to wątki autobiograficzne.
Jakub Woźnica jest laureatem nagrody Miejskiego Ośrodka Sztuki w Konkursie Nowy Obraz/Nowe Spojrzenie 2024 organizowanym przez Uniwersytet Artystyczny im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu.
Bez tytułu, 2026, instalacja, akryl, węgiel, transfer fotograficzny, płyta osb, drewno, papier, wymiary zmienne
Bez tytułu, 2026, instalacja, akryl, węgiel, transfer fotograficzny, płyta osb, drewno, papier, wymiary zmienne
Bez tytułu, 2026, instalacja, akryl, węgiel, transfer fotograficzny, płyta osb, drewno, papier, wymiary zmienne
Bez tytułu, 2026, instalacja, akryl, węgiel, transfer fotograficzny, płyta osb, drewno, papier, wymiary zmienne
Bez tytułu, 2026, instalacja, akryl, węgiel, transfer fotograficzny, płyta osb, drewno, papier, wymiary zmienne